Członkini działającego w naszej Bibliotece Dyskusyjnego Klubu Książki, Pani Grażyna Łyczakowska przygotowała na Państwa recenzję książki „Na górze cisza” Gerbranda Bakker. POLECAMY!

Okładka polskiego wydania z 2014 roku, jest zaprojektowana na wzór oryginału i przyciąga uwagę spokojem sielskiego obrazka, taki też spokój mają opisy codziennych wydarzeń, a raczej braku wydarzeń, to codzienna, zwyczajna rutyna. Bohater i narrator zarazem opisuje czynności związane z prowadzeniem hodowli krów i owiec.

Helmer jest mężczyzną po 50- tce z bagażem trudnych relacji z ojcem, teraz schorowanym, czekającym na śmierć, w pokoiku na górze, samotnym, tylko ta siwa wrona, jak Nemezis, czeka cierpliwie.

Helmerowi w krzątaniu się po gospodarstwie towarzyszą wspomnienia. Pomału, niespiesznie dowiadujemy się, że miał ukochanego brata bliźniaka, który zginął w młodym wieku. Ten brat, był miłością ojca, wybranym przez niego na swojego następcę i lubiącym te wiejskie zajęcia. Helmer, przeciwnie, studiuje na uniwersytecie i gdy traci brata, najpierw emocjonalnie, gdy brat poznaje dziewczynę, później nieodwracalnie, gdy brat ginie w wypadku samochodowym, przerywa studia i stara się zastąpić ojcu ukochanego syna Henka w gospodarstwie i nieskutecznie w sercu.

Całym życiem Helmera rządzi bezwolne poddawanie się losowi i tym niewielu ludziom, którzy pojawiają się w jego otoczeniu. Rita, dawna narzeczona brata, przysyła swojego syna, licząc na opiekę nad dorastającym i trochę zbuntowanym chłopcem. Sąsiadka Ada i jej chłopcy przychodzący trochę z ciekawości, trochę z nudów, mleczarz, odbierający mleko z obowiązku.

Helmer nawet jak ma marzenia, to ich nie artykułuje, pewnego dnia kupuje za niemałe pieniądze w antykwariacie starą mapę Danii, aby czasami na nią spojrzeć i przeczytać nazwę jakiegoś miasteczka.

Niespieszne obowiązki w gospodarstwie, samotność, pozwalają mu widzieć przyrodę, zmianę pór roku i nieuchronność losu. Wiadomo, że stary ojciec umrze i gdy staje się to faktem, znowu los, a raczej przypadek pozwala mu na spotkanie dawnego parobka ojca, który w jego wspomnieniach jest jedynym życzliwym człowiekiem . Wybiera się z nim do Danii i znów poddaje się losowi, bo to przecież nie jego pomysł.

A może poddając się losowi też na swój sposób możemy być szczęśliwi. Ta cisza na górze to być może gasnący ojciec, ale i milczący Pan Bóg do którego nie mamy próśb i oczekiwań, pozwalając płynąć czasowi.

Refleksyjna książka, w sam raz na przełom spóźniającej się wiosny, polecam.

 

Grażyna Łyczakowska

 

Newsletter